Moje życie ma wiele smaków... Wczoraj było gorzkie i słone od łez... Dziś czuję lekką słodycz... A co mi przyniesie jutro?
RSS
poniedziałek, 06 grudnia 2010
Czas na zmiany!

Mikołajki to dobry dzień, by coś zakończyć i zacząć coś nowego. Troszkę z żalem, bo dobrze mi tu było, ale kończę pisanie na tym blogu.

Zapraszam do mojego nowego miejsca w wirtualnym świecie. Mam nadzieję, że i tam będziecie mnie odwiedzać i że Wam się tam spodoba.

Do zobaczenia więc!

Smaki życia wiosanki

15:43, wiosanka
Link Dodaj komentarz »
sobota, 04 grudnia 2010
Taki czas

Tak czas, że w domach pojawiły się dekoracje adwentowe, w niektórych już nawet świąteczne. Ja jednak się wstrzymuję. Jedyny wyłom to okno w pokoju chłopaków, które moi mali faceci obkleili już gwiazdkami, śnieżynkami, reniferami i choinkami.

Tradycja, którą pielęgnuję nakazuje mi poczekać z tymi dekoracjami do 6 grudnia. Wtedy przychodzi Mikołaj, podrzuca nad ranem słodycze i drobne prezenciki do butów specjalnie na tę okazję wyszykowanych i tym samym inauguruje świąteczny czas.

Ale na jedną adwentową dekorację stołu sobie pozwoliłam :-)

na adwent


Dziś moje starsze dziecię - aktywny judoka - pojechał z dziadkiem na wspólny trening, a ja z młodszym wybraliśmy się w tym czasie na sanki :-) Trochę to naciągana była wyprawa, bo jeździliśmy slalomem pomiędzy czarnymi plackami na drodze, ale pierwsze sanki zaliczone! :-) Z niedowierzaniem słucham i czytam o ilościach śniegu, które napadały w całej Polsce. U nas kataklizmu nie było, trawy przy drogach górują nad śniegiem, a same drogi są dwukolorowe. Na prawdziwe śniegi jeszcze czekamy :-)

A na tarasie jak co dzień, w karmniku ucztują ptaszyska różnej maści. Z ubiegłego roku pamiętam, że sikorki przepędzały wróble, a w tym ze zdziwieniem zauważyłam, że siedzą w karmniku razem :-)

ptaków


poniedziałek, 29 listopada 2010
Mój prywatny mors

Śnieg sypnął, ale wczoraj pokazało się też słońce, co w połączeniu z delikatnym mrozem dało tak fajną pogodę, że wybraliśmy się całą rodziną na niedzielny spacer nad morze. Tradycyjnie do Mielna :-)

Tylko popełniłam karygodny błąd! Nie wzięłam aparatu, bo tak sobie niemądrze pomyślałam, że właścicwie po co? Żeby zrobić kolejne zdjęcia dzieciaków na zimowej plaży? No i nie wzięłam! A później żałowałam tego z całego serca!

Po pierwsze chłopaki wyglądali bardzo pociesznie wędrując po śniegu na plaży, nieporadnie podnosili rączkami w grubaśnych rękawicach wszystkie napotkane kamienie. Po drugie trafiliśmy na spotkanie morsów z klubu Posejdon :-) Z daleka słyszeliśmy jedynie zabawne pokwikiwanie, a gdy podeszliśmy bliżej okazało się, że w Bałtyku taplają się ludzie :-) Mieli śmieszne niebieskie czapki z wesołymi różnokolorowymi pomponami! I rękawiczki i kostiumy kąpielowe i butki do pływania. Już jak na nich patrzyłam to było mi zimno! :-) Ale w sumie fajne zjawisko i bardzo sympatyczni ludzie w każdym wieku. Choć najwięcej było takich blisko emerytury. Ale mają zdrowie! :-)

No i mój mąż - człowiek wody zdecydowanie, tak patrzył, patrzył i wariat - rozebrał się, przebiegł się plażą i wpadł do tej wody! A ona miała 5 stopni :-) Tylko popłynąć nie dał rady :-) Większość morsów nie pływała tylko skakała w tej wodzie, pływanie zarezerwowane jest dla twardzieli ;-) Mój mąż musi jeszcze poćwiczyć :-)

Jechaliśmy na ten spacer wszyscy zakatarzeni. Po kąpieli mój maż się zastanawiał czy mu przejdzie czy się z tego zrobi zapalenie płuc. I wiecie co? Przeszło! Dziś już nie ma kataru :-) A ja mam swojego prywatnego, osobistego morsa :-)

Jeśli ktoś chce spróbować w ten sposób wyleczyć przeziębienie - polecam! ;-)

Posejdon

sobota, 27 listopada 2010
Adwentowy domek

No i się nie pomyliłam :-) Ledwo minął Dzień Pluszowego Misia, którego trzeba było ubrać, a już przed rodzicami z grupy przedszkolnej mojego czterolatka pani wychowawczyni postawiła nowe zadanie :-)

Tym razem musieliśmy zrobić Adwentowy Domek. Na poniedziałek, ale zabrałam się za niego juz dziś. I popatrzcie, co popełniłam :-)

fiolet

 

fiolet

 

Następnym wyzwaniem będzie strój Króla do Jasełek. Gdybym ja tylko miała zdolności Delfiny... ;-)

czwartek, 25 listopada 2010
Niskie samochody, białe dachy i początki przygotowań do Świąt

Nie lubię niskich samochodów! Nie wiem jak można lubić wpadanie tylną częścią ciała na fotel umiejscowiony na wysokości powierzchni gruntu. Nie znoszę wprost takich niziutkich wypierdków w dodatku pokrytych chusteczką do nosa zamiast dachu! I nie znoszę ich właścicieli - wyżelowanych, nadętych buców!

A właśnie dziś miałam z takim jednym wątpliwą przyjemność...

Stanął taki jeden właśnie tym swoim wypierdkiem za mną na parkingu przy naszym wsiowym sklepie. Cały parking pusty, ale nieee, on musiął stanąć 5 cm za tyłem mojego samochodu. Kolekcjoner odszkodowań w pupę kopany!

No i nie widziałam go w lusterku jak odjeżdżałam, wycofałam i zadrasnęłam wypierdkowi zderzak. A jaki ten kurna żeluś alarm podniósł, o rany!! Że odszkodowanie, że lakiernik, że dużo pieniędzy! Wrrrr!!

Tak zgłupiałam, że po prostu zadzwoniłam po męża :-) Jestem blondynką i nie omieszkałam tego wykorzystać :-) A mój mąż pierwsze co zrobił to obfotogtafował "krzywdę", mówiąc panu, że teraz jest tylu naciągaczy, którzy po małej stłuczce naprawiają sobie pół samochodu z odszkodowania :-)

Tylko najgorsze w tym to, że w przyszłym tygodniu kończy mi się ubezpieczenie, i teraz w następnej składce nie będzie już tylu zniżek :-( Mój mąż tak spojrzał na mnie z politowaniem jak już pan żeluś swoim bolidem pomknął w dal i zapytał - "a nie mogłaś go puknąć za tydzień?"

Ech...


A za oknem białe, no przybielone dachy. Tomek już bałwana chciał lepić, ale jednak się nie dało. Ciekawe, czy to już zima przyszła na dobre?

Konikowo


Właściwie mogłaby już przyjść :-) Grudzień juz przecież tuż tuż! I w związku z tym, zaczęłyśmy z Mamą przygotowania do Świąt. Na pierwszy ogień poszły pierogi z kapustą i grzybami :-) Ponad 70 sztuk zimuje już w zamrażalce :-) W przyszłym tygodniu na warsztat bierzemy uszka :-)

świąteczne


poniedziałek, 22 listopada 2010
Zabawa w Szufladzie

Biorę udział w bardzo sympatycznej zabawie.

Projektantki SZUFLADY wymyśliły akcję, dzięki której można poznać wiele ciekawych blogów i zobaczyć wiele pięknych rękodzielniczych prac.

Zajrzyjcie koniecznie, a ja idę buszować po blogach :-)

 

ekstra

piątek, 19 listopada 2010
Cudności i Miś. Pan Miś

Zaczynam od cudności! :-)

Popatrzcie co od dziś przepięknie zdobi mój domek! Skrzyneczka na owoce i skrzyneczka na chlebek :-) Jedna ozdobiona motywem wisienkowym, druga cytrynowym. Przez przecudowną Kajkę / Żelkę oczywiście! :-)

wisienkowa

cytrynowa

Ta dziewczyna ma talent! Talent wypływający z pięknej, dobrej duszy. Czego się nie dotknie - powstają małe arcydzieła.

Bardzo, bardzo się cieszę z tych skrzyneczek. Są po prostu cudowne! :-) Żelciu - dziękuję, dziękuję, dziękuję! :-)

 

A teraz Miś. Pan Miś :-) W kolorach jesieni :-)

Pan Mis

Moje starsze dziecię musiało przynieść do przedszkola misia kompletnie ubranego. W celach edukacyjnych oczywiście :-) Na początku wpadłam w popłoch, ale z pomocą mojej kochanej Mamy, która też potrafi tworzyć cuda, jakoś dałam radę. Szydełkowe rękawiczki, buciki i czapka to dzieło Mamy, bluzeczka i spodenki to głownie mój wytwór, własnoręczny, wykończony i dokończony też przez moją Mamę :-) Bez Niej nie dałabym rady :-) Jeszcze raz wielkie dzięki Mamuś! :-)

Ciekawe jakie jeszcze wyzwania postawi przede mną przedszkole mojego synka ;-)

niedziela, 14 listopada 2010
Przepis na rogale marcińskie "po naszemu"

Depesiu, Mama się zgodziła :-)

Przepis na ciasto drożdżowo - francuskie zaczerpnięty z forum Cincin, autorstwa bajaderki, farsz autorski mojej Mamy :-)

No to jedziemy ;-)

 

Składniki na ciasto drożdżowo - francuskie: na rogale

- 1 szklanka ciepłego mleka

- 1 łyżka suchych drożdży

- 1 jajko

- pół łyżeczki ekstraktu z wanilii

- 3,5 szklanki mąki

- 3 łyżki cukru

- szczypta soli

- 225 g miękkiego masła (z tego 2 łyżki użyjemy do ciasta)


Suche drożdże wsypać do mleka, zostawić na kilka minut, aby się rozpuściły i dobrze wymieszać. Dodać jajko i wanilię, wymieszać.

Mąkę, cukier, sól wymieszać razem w dużej misce, dodać lekko miękkie masło (2 łyżki) i rozetrzeć palcami razem z mąką. Dodać zaczyn mieszając łyżką, przełożyć ciasto na stolnicę i krótko wyrobić, tylko do momentu, aż ciasto będzie gładkie. Nie wyrabiać za długo - ciasto powinno być lepiące i chłodne. Uformować w prostokąt, przykryć folią i schłodzić w lodówce około 1 godziny.

Schłodzone ciasto przełożyć na stolnicę i rozwałkować w prostokąt o wymiarach 30 x 15 cm, tak, aby krótsze strony stanowiły górę i dół. Całą ilość masła z przepisu rozsmarować równomiernie na cieście (zostawić 1/2 cm marginesu wokół). Złożyć 1/3 ciasta do góry, następnie złożyć dolną część tak, by przykryła te złożenia (tak, jak składamy kartkę papieru). Dobrze skleić brzegi i delikatnie wywałkować w prostokąt 25 x 17 cm używając jak najmniejszej ilości mąki do podsypywania.

Złożyć tak jak poprzednio i schłodzić przez 45 minut w lodówce. Proces wałkowania i składania powtarzać 3 razy, chłodząc ciasto między wałkowaniami przez 30 minut. Po  ostatnim rozwałkowaniu i złożeniu ciasto dobrze zawinąć i włożyć do lodówki na minimum 5 godzin, a najlepiej na całą noc. Wyjąć z lodówki na 20 minut przed robieniem rogalików.

Uwaga! Po tych 5 godzinach ciasto już i tak prawie wyłazi z lodówki ;-)

 

(Wiem, wiem, dla mnie ten proces robienia ciasta to jakaś masakra po prostu i ogromnie Mamę za to podziwiam, ale naprawdę ciacho jest niesamowite - widać jego warstwy, jest mięciutkie i przepyszne nawet dwa dni po upieczeniu)

 

Nadzienie: do zmielenia

- 1 paczka (200g) orzechów mielonych

- 1 paczka (200 g) mielonycgh migdałów

- śmietanka 18 % (w ilości do uzyskania plastycznej masy dajacej się rozsmarować)

- cukier puder do smaku

- duża garść posiekanej skórki pomarańczowej

 

Doatkowo:

- jajko roztrzepane z 1 łyżką mleka do posmarowania

- posiekane orzeszki lub migdały do posypania

 

Ciasto na rogaliki podzielić na 4 części, każdą rozwałkować w koło i podzielić na 8 części (prawie trójkątów). Rozsmarować nadzienie po każdym całym trójkącie, zostawiając mały margines na wszystkich bokach. Zwijać rogaliki zaczynając od najszerszego boku, w kierunku wierzchołka. Ułożyć na blaszce, przykryć i pozostawić do wyrośnięcia na około 1,5 godziny, lub do podwojenia objętości.

Rozgrzać piekarnik do 180ºC, wyrośnięte rogale posmarować jajkiem roztrzepanym z mlekiem i piec około 20 minut, aż się ładnie zezłocą. Wyjać na kratkę i jeszcze ciepłe polać lukrem, posypać orzeszkami lub posiekanymi migdałami.

 

Smacznego!! :)

!!


piątek, 12 listopada 2010
Rogale Marcińskie po naszemu i jesienny jeżyk

Ale dziś mieliśmy śniadanko! :-)

Cała nasza czwórka w milczeniu - bo szkoda czasu - pałaszowała przepyszne rogale, które upiekła moja Mama. Z ciasta półfrancuskiego, z nadzieniem z mielonych orzechów, migdałów i skórki pomarańczowej, polane delikatnym lukrem (lukielem - jak stwierdziły nasze dzieci).

Nie przyznam się, ile zjedliśmy, bo wyjdziemy na wieeelkich łakomczuchów :-)

Ale na usprawiedliwienie mamy to, że jemy je tylko raz do roku, zgodnie z wielkopolską tradycją :-)

niebo w gebie

 

Na polecenie autorki pokazuję proces tworzenia rogali, gdyż moja Mama stwierdziła, że takie trzy ostatnie biedne nie oddają w pełni swego smaku i istoty ;-) W rzeczywistości Mama zrobiła ich z 50 :-)

tu rosły

az beda wielkie

tu stygły

az beda zimne

a tu już gotowe do pałaszowania, pewnie czekały aż po nie przyjadę ;-)

mniam


A do pokazania mam jeszcze jeżyka, którego mój starszy synek popełnił w przedszkolu :-) Tak mi się spodobał, że stanowi teraz jedną z głównych ozdób kuchennych półeczek. W całości zrobiony jest z jesiennych skarbów, nawet jabłuszka niesie na grzbiecie :-)

ze skarbów jesieni

Wiedziałam, że coś jest w tych wróżbach robionych na pierwsze urodziny. Pawłowi wywróżyliśmy, że będzie artystą :-)

Tagi: jezyk Rogale
10:51, wiosanka
Link Komentarze (3) »
środa, 10 listopada 2010
Złośliwość... no właśnie, czego?

Gdyby wszystko poszło jak należy, pakowałabym teraz torby na jutrzejszy wyjazd z Mamą do rodzinki w Wielkopolsce na cały dłuugi weekend. Ale nie pakuję :-(

Miałyśmy odwiedzić groby Mamy rodziców w Poznaniu, nasycić się Naszym Miastem, poodwiedzać stare kąty,  może skoczyć na rynek w południe i zobaczyć koziołki, nakupić i objeść się Marcińskimi Rogalami a potem podjechać jeszcze kawałek na południe i wskoczyć do bardzo serdecznego nam i cieplutkiego Krotoszyna. Dawno tam nie byłam i bardzo się cieszyłam na ten wyjazd.

No ale Tomaszek ma ostre zapalenie ucha środkowego, które wykluło się z anginy i przeziębienia i tak zamiast podróży znów mam siedzenie w domku z chorowitkiem. Wściec się można i tyle.

Tyle tylko dobrego, że w końcu wiadomo co temu maluchowi dolega, bo już się bardzo denerwowałam. Jakieś dramatyczne historie powbijały mi się do głowy i w skrócie mówiąc ostatnie trzy dni przeżyłam z dość sporym ściskiem w żołądku. Ale już mamy dobre wyniki krwi, lekarstwa, diagnozę doskonałego laryngologa i widzę, że stan małego się poprawia :-)


A tak sobie myślę, że przy odrobinie szczęścia znajdzie się jeszcze niedługo taki weekend, że sobie z Mamą w naszą podróż wyruszymy :-) A rogale prawie marcińskie moja cudowna Mama upiecze jutro :-)

Prawda Mamusiu? ;-)

 

poznańskie

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6

1% DLA STEFKA

AUKCJE DLA STEFKA, KAJKOWE CUDEŃKA

CANDY U NELI

POTRÓJNE CANDY U SUNSETTE

CANDY DOMKOWE U PATTI

I am a
Snapdragon

What Flower
Are You?